Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One shoty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One shoty. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 kwietnia 2015

One shot Jasico, cz.1

Siedzimy razem z Nico u mnie w domu, tym prawdziwym, nie w obozie.
Oglądamy od godziny jakiś głupi, chiński teleturniej jakich dużo i coraz bardziej kleją się nam oczy...
Cóż, Angelo już praktycznie śpi, dlatego właśnie nie widzi jak mu się przyglądam.

Dobrze, że nie wie jak bardzo pragnę go posiąść.

Tak na własność.

Tak na zawsze.

Zamknąć go w swych ramionach.

Nie pozwolić,  by mówił o tym jak to bardzo kocha Jacksona i jak cierpi.

Nie słyszeć nic prócz jego jęków.

Spróbować...

Zasmakować...

Polizać...

Dotknąć...


Choćbym odciął mu język.
To i tak zawsze wymawiałby w umyśle tylko JEGO imię.
Choćbym go całował.
To i tak  zawsze będzie woleć jego.
Choćbym go dotykał.



Spojrzałem na niego jeszcze raz...

Głód...

Nie...Nie mogę.

Głodny....Taki głodny...

Nie! Nigdy!


Tylko trochę...Tylko spróbuj...

- Dobrze.

Rozsądek przegrał...Opuścił kiedy potrzebuję go najbardziej...

Nachylam się nad nim i zbliżam doń twarz, choć wiem, że gdy zacznę to nie przestanę...

On się budzi,
Otwiera oczy i nierozumnym wzrokiem patrzy na mnie...

-Jason? Co ty...-zamykam mu  usta...
Całuję.
Próbuję.
Coraz bardziej.
Zapędzam się...
I wiem, że rządza wygrała...

Całuję go coraz bardziej,  zsuwam się na jego szyję i liżę ją.
Przygryzam.

Czuję, jak się trzęsie...

To nic...

Tak, nic.

Obniżam twarz i powoli podnoszę jego bluzkę,  aż do piersi...
Zataczam kręgi na jego brzuchu, by następnie zająć się jego piersiami.

Ssę jego sutki.

Jednak głód nie ustaje...

Jednak on nie jęczy...

- Ja...Jason.-podnoszę głowę i napotykam jego spojrzenie.

Z jego oczu płyną łzy, ciało jednak nie jest w stanie zrobić żadnego ruchu...
Sparaliżował go strach, i zdziwienie.

Widzę ból...Ogromny ból...Wielki, wielki strach.
Chce coś powiedzieć, jednak jego słowa zagłusza szloch...

Nagle przytomnieję i wiem co zrobiłem.
Co chciałem zrobić.
Nigdy bym sobie tego nie wybaczył...

Choć go pragnę.
Choć jestem głodny.
To go kocham....
Wolę umrzeć z głodu i pragnienia, niźli zrobić mu krzywdę.

Wstaję, opuszczam głowę, niezdolny spojrzeć mu w oczy...

- Przepraszam. - szepczę i odchodzę...


------------------------------------------------------------------------------

Elo wam!
A o to i taki wierszowaty (chyba) one shot.
Będzie się on dzielił na dwie części. Tą,  czyli słodką i taką pisaną wierszem oraz drugą +18 (+++) :)
Podzieliłam je, gdyż nie chciałam by ta część była zniszczona tą drugą.
Wstawię ją jeśli chcecie :D
Mam nadzieję, że się wam podoba bo pisałam ją w SAMOCHODZIE na TELEFONIE i o 3 w nocy,  ale to to już normalka xD
Więc wielbcie mnie!
Choć to jest jedna, wielka dupa na pustyni...
Ale i tak macie mnie wielbić...
Pozdrawiam i życzę wam miłego dnia.

Lady Darkness



niedziela, 29 marca 2015

One-shot 18

Kolejny one shot!!

Tym razem +18!!! I to mocno...Więc ostrzegam, lepiej dla was jeśli nie przejdziecie dalej. Mówię oczywiście o normalsach, ci pierdolnięci niech idą śmiało ;-)

- - - - - - -- - - - - - - - -- - - - - - -- - - - - - - - - -- -

-Kurwa, przestań pierdolić, Solace.-powiedziałem do blondwłosego

-Okey, skoro mam przestać...

-Och, nie o to mi chodziło i ty dobrze o tym wiesz!-powiedziałem już nieźle wkurzony.-Przestań już gadać, bo nigdy nie skończymy sprzątać stołówki! (ups, pewnie myśleliście o czymś innym xD)
-Dobra, już dobra panie zły.-powiedział marudnie po czym wziął mop w rękę i zaczął przesuwać nim w tył i w przód, w tył i w przód. Przewróciłem tylko oczami na to całe jego nastawienie do pracy i sam wziąłem ścierkę do ręki i zacząłem myć stół...

Pewnie zastanawiacie się czemu akurat my tu sprzątamy, prawda? Więc wszystko zaczęło się miesiąc temu, kiedy to usiedliśmy razem przy jednym stoliku, gdyż zaczęliśmy się wtedy spotykać, ale to nieważne...Jak zapewne wiecie, herosów z różnych domków nie można mieszać, ale Chejron pozwolił nam usiąść ze sobą pod jedynym warunkiem, że nie będziemy robić rozruby a my właśnie taką rozrubę dziś zrobiliśmy...I żyli długo i szczęśliwie....Długa historia, no nie?

Tak właśnie minęła nam ostatnia godzina, czyli na monotonnym sprzątaniu. A że była to kolacja, to mieliśmy jeszcze dwie godziny do ciszy nocnej, której i tak nikt nigdy nie przestrzega więc...Mieliśmy całą noc.

Gdy skończyliśmy, ruszyliśmy do mojego domku, chcąc zrobić jakiś wieczór filmowy czy coś tam innego. Gdy tylko przekroczyliśmy próg, Will wyłożył się jak długi a ja parsknąłem śmiechem. Odwrócił się do mnie z groźną miną, chcąc zapewne mi coś odszczekać, ale skrzywił się i spojrzał na swoją pierś...Ja też na nią spojrzałem.

Przez jego obozową bluzkę sączyła się krew...Dużo krwi.

-Kurwa, Nico, tylko ty kładziesz noże na ziemi...Kto normalny rozrzuca noże po całej ziemi?!-zanim zaczął histeryzować, pociągnąłem go szybko za rękę i zaprowadziłem do sypialni. Tam posadziłem go na łóżku a sam poszedłem szybko do łazienki po apteczkę...Gdy wróciłem, Will siedział już bez koszulki a mnie zaprało dech w piersiach....Nie, nie ze względu na jego ranę, tylko na jego klatkę i brzuch...Były doskonale wyrzeźbione i umięśnione, ale nie za bardzo tylko tak w sam raz...Ponadto jego skóra była opalona. Pewnie myślicie, że będąc z nim już od miesiąca, widziałem go nago już przynajmniej raz, ale ja widzę go po raz pierwszy bez koszulki. Po chwili jednak ocknąłem się i ruszyłem w stronę chłopaka. Rana nie potrzebowała lekarza, ale zszycia tak. To jednak mogłem zrobić sam.

Najpierw obmyłem i odkaziłem mu ją, przy czym on lekko przygryzał wargę i wyglądał cholernie seksownie a mnie robiło się coraz bardziej duszno, jednak był ranny i w tej chwili nie mogłem tak o nim myśleć.

Spojrzałem na niego.

-Will, musisz się położyć bym mógł cię zszyć.-powiedziałem i zbliżyłem się do niego. Wykonał moją prośbę i grzecznie się położył. Ja natomiast pochyliłem się nad nim i zbliżyłem z igłą. Jeszcze nawet nie zacząłem a ten już się kręcił i jęczał.

-Och, przestań marudzić i leż spokojnie.-powiedziałem, ale gdy tylko zbliżyłem się z igłą, on szarpnął się tak mocno, że ja wylądowałem na nim. Spojrzałem na niego.

-Will, zachowałbyś się jak mężczyzna...Czyżbyś po raz pierwszy miał ranę?-spojrzałem nań z politowaniem. On natomiast z błyskiem w oku i uśmiechem na ustach przekręcił się na drugą stronę i teraz leżał na mnie...Uśmiechnął się do mnie figlarnie...
O, on to zrobił specjalnie, prawda? Jednak nie zdążyłem go o to spytać bo przyssał mi się do ust.I to dosłownie. .                                                                   Odwzajemniłem jego pocałunek i już po chwili całowaliśmy się namiętnie. Błądziłem rękami po jego nagim torsie, który był wspaniały w dotyku...Jeździłem po jego sutkach by zaraz zjechać rękami na jego biodra i brzuch. On natomiast całował mnie po szyi. Nagle zdjął a raczej zerwał ze mnie koszulkę. Znów pocałował mnie w usta.
-Słodki. -mruknął zachrypniętym głosem i polizał mnie po szyi.-Taaaki słodki.-moja twarz musiała przybrać odcień dojrzałego buraka, gdyż Will zaśmiał się głośno i polizał mnie raz jeszcze.
 Potem już pojedynczymi pocałunkami obcałował mi szyję, zjeżdżając coraz niżej, aż na obojczyk, gdzie zrobił mi malinkę. Z moich ust wyrwał się jęk. Przyjrzał się swojemu dziełu po czym zaczął mnie całować po piersiach, brzuchu...O nie, nie ma tak łatwo. Przekręciłem nas i znów nad nim górowałem. Pocałowałem go w usta, prosząc o dostęp. Gdy go otrzymałem wparowałem do jego buzi językiem i zacząłem penetracje...On w tym czasie rękami pieścił moje rozgrzane ciało. Chyba mu się znudziło, bo znów nas przekręcił i zaczął lizać i przygryzać moje sutki. Co chwila jęczałem i byłem coraz bardziej zniecierpliwiony.

Will's POW

Jego ciało było cudowne jednak ja zapragnąłem czegoś więcej...Zjechałem rękami na jego biodra i zsunąłem z nich spodnie razem z bokserkami...Spojrzałem na twarz Nico. Była mocno zarumieniona. Uśmiechnąłem się do niego i pocałowałem go w usta. Sam zciągnąłem resztę niepotrzebnych ubrań. Gdy byliśmy cali nadzy, Nico zjechał twarzą w stronę mojego penisa i zaczął go powoli okrążać językiem by następnie wziąć go w usta i ssać...Uch, no nie powiem, miał chłopak głębokie gardło. Czułem, że jestem blisko dojścia. Zaciskałem co chwilę rękami pościel i jęczałem w niebo głosy...Och, bogowie, mam nadzieję, że tego nie widzicie. Po chwili doszedłem i wypełniłem usta Nico gorącą spermą. On ją połknął i pocałował moje wargi. Poczułem słonawy smak własnej spermy. Teraz ja przejąłem inicjatywę. Podniosłem go i przekręciłem do siebie tyłem.

-Wypnij się trochę, Nico.-zrobił grzecznie co mu kazałem.-Gdybyś chciał bym przestał to powiedz, nie chcę ci zrobić krzywdy.-szepnąłem mu zachrypniętym od rozkoszy głosem i przygryzłem płatek jego ucha...Nie chciałem mu sprawić bólu. Kochałem go i chciałem by jego pierwszy raz był wspaniały i bezbolesny.
Klepnąłem go w tyłek na co on warknął a ja się zaśmiałem. Włożyłem mu palce do ust, chcą by je poślinił. Gdy ten zaczął je ssać i nieźle bawić, zabrałem mu je i polizałem po całej długości jego szczękę.
Zbliżyłem się ustami do jego pośladków i zacząłem lizać go dookoła wejścia. Nicoś westchnął zdziwiony i spojrzał na mnie przestraszony. Zaśmiałem się i znów zacząłem go lizać.
 Następnie  powoli zacząłem wkładać mu  palce chcąc go rozciągnąć, na co on wydobywał z siebie jęki bólu. Gdy się trochę rozluźnił, zacząłem mu wkładać po woli penisa do pupy, ale on i tak wydał z siebie krzyk bólu. Scałowałem mu łzy. Lizałem go powoli po plecach, co chwila wracając do jego ust. Minęła chwila i był już gotów.
Pchnąłem lekko swego przyjaciele, przy czym trafiłem króla upiorów w prostotę.

-Szybciej, Solace, kurwa szybciej.-jęknął. Spełniłem jego prośbę i zacząłem się w nim gwałtownie poruszać. Nasze ciała uderzały o siebie, a jęki chyba było słychać w całym obozie, jednak teraz liczył się tylko MÓJ Nicoś...Doszliśmy w tej samej chwili. Ja wytrysnąłem mu się we wnętrze a on na pościel. Na czarną pościel... Ale to nie był jeszcze koniec. Nico położył się na mnie i zaczął całować. Ja natomiast masowałem jego wspaniałe pośladki...Zawsze lubiłem patrzeć na nie gdy syn Hadesa nosił rurki i wiele razy musiałem powstrzymać pokusę, by nie klepnąć go w tyłek...Teraz już nie musiałem się hamować.

-Umm, kocham twój tyłek wiesz...To chyba moja ulubiona część twojego ciała.-powiedziałem zmysłowo a Angelo spalił buraka.-Oczywiście lubię w tobie też inne rzeczy, Aniołku.-powiedziałem i pocałowałem go w usta poraz setny tego dnia.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - -- - - - - - - - - - - - - - - - - -

Wstawiam go teraz jako przeprosiny za długą nieobecność ;')
Chciałam by był bardziej...um, gorętszy (XD), ale to mój pierwszy, więc jest taki, jaki jest. Czułam się trochę dziwnie, pisząc to...
Mam nadzieję, że się podobał.

Pozdrawiam was herosły :) (:



Lady Darkness

sobota, 28 marca 2015

One shot. ,,Teraz będziesz mój, mój na zawsze''




Śmierć bliskich może zmienić ludzi.

Samotność również.

Jednak widok cudzej miłości, która powinna należeć do was,

Potrafi zmienić ludzi w bezduszne bestie, czyhające na śmierć jednego z dwojga,

Zakochanych.

Jednak, gdy ten moment nie nastaje,

Z obserwatorów zmieniają się w drapieżniki,

Które muszą ''pomóc'', rozstać się kochankom...

 

 

 


Nico's POW

 

To już pięć, pięć cholernie długich lat jak ich widzę.

Minęło już kilkadziesiąt cholernych misji.

Stoczyli już kilkaset cholernych bitew z potworami i innymi herosami.

A oni wciąż stoją...

A oni wciąż są razem...

A oni wciąż migdalą się pod MOIM oknem!!!

-Aaa!-moją pięść uderzyła w mały stolik stojący na środku pokoju, pozbawiając go tym samym oparcia.-Ups. Będę musiał go w wolnym czasie zanieść do Leo, żeby go naprawił...Po raz dziesiąty z resztą...-westchnąłem-Pewnie mnie zabiję, ale to nawet lepiej bo odkąd mój stary wywalił mnie z Hadesu to muszę błąkać się po nadziemnym Tartarze, w którym jest o wiele gorzej niż w prawdziwym...-wyjrzałem jeszcze raz przez okno by zobaczyć oddalających się Percy'ego i Ann...Ann...Anna...Och, oddalających się Percy'ego i jego...Och.

-Jestem żałosny.-pomyślałem. Spojrzałem na zegar w kształcie czaszki, oryginalnie prawda?

Zbliżała się pora obiadu, na który i tak nie pójdę.-Dobra, wezmę prysznic i idę spać. Już wolę mieć koszmary niż oglądać ICH.-westchnąłem po raz setny tego dnia i ruszyłem w stronę łazienki. Będąc już w pokoju, który był pokryty czarnymi płytkami z dodatkami czerwonego, zdjąłem z siebie moje ubranie i stojąc tak jak nas Prometeusz stworzył, podszedłem do lustra. Przede mną stał chłopak, w miarę wysoki z czarnymi włosami i równie czarnymi oczami. Każdy by powiedział, normalny, jak każdy inny, poniżej też się zgadza. Jednak gdy przyjrzeć się ciutkę lepiej, widać iż jest on chorobliwie blady, biały wręcz, a skórę przez którą wystają kości, ozdabiają liczne blizny po samookaleczaniu.

Gdy skończyłem oglądać swe okropne cielsko, wlazłem pod prysznic. Odkręciłem kurek z zimną wodą i po dokładnym zmoczeniu skóry, namydliłem się, krzywiąc kiedy moją ręka natrafiała na wystające żebro.

Gdy byłem już czysty i ubrany, wróciłem do sypialni by położyć się i zasnąć. Co dziwne, gdy tylko dotknąłem głową poduszki, odleciałem do krainy Morfeusza, boga, który mnie nie cierpi.

 


Jakiś czas później...

 
Obudziłem się o dziwo wyspany i nieprzestraszony. Jednak w mych oczach pałała rządza mordu. Mym sercem i umysłem od kilku miesięcy zawładnęło jedno pragnienie, jednak nie wiedziałem jakie i jak go dokonać. Po tym śnie jednak zrozumiałem...

-Zdobędę cię, Percy Jacksonie...Zdobędę za wszelką cenę.-mówiąc to ubrałem się w moje codzienne ubranie i przetransportowałem się cieniem do domku nr. 3

 

 


Regular POW

Zielonooki obudził się przestraszony i pełny niepokoju. Przysiągłby, że usłyszał jakiś hałas u siebie w domku. Zaniepokojony wstał z łóżka i z Orkanem w dłoni ruszył w stronę salonu. Widząc ciemną i chudą sylwetkę odetchnął z ulgą. Nie spodziewał się, że to właśnie tego młodego półboga powinien się lękać najbardziej...

- Och, Nico, to tylko ty. Niezłego mi stracha napędziłeś...Co cię sprowadza do mnie o tak późnej porze?-spytał, lecz kiedy spostrzegł dziwny wyraz twarzy półboga i oczy pałające żywym ogniem, przestraszył się.-N-Nico? Czy coś się stało?-tamten jednak wciąż nie odpowiadał. Syn Posejdona zdjęty grozą, znieruchomiał, lecz kiedy zaczał się cofać, syn nocy zbliżył się do niego jednym, płynnym ruchem. Chłopak nigdy jeszcze nie widział tak potwornej twarzy, nawet u syna Hadesa...Kiedy chciał wypowiedzieć choć jedno zdanie, brązowooki uśmiechnął się, lecz w uśmiechu tym nie było choć trochę szczęścia.

-Teraz będziesz mój...Mój na zawsze...-zamachnął się czarnym jak noc mieczem, mieczem który był jedyny swego rodzaju, nie licząc tego, który posiadał jego ojciec. Mieczem, który jednym cięciem niszczył duszę nieszczęśnika tak, że tamten nie trafiał już nawet w najgorsze części Hadesu...Po prostu nikł.

-Mój na zawsze...Perseuszu Jacksonie.-roześmiał się obłąkańczo i z martwym ciałem w ramionach, ruszył w stronę swego domku, by po raz ostatni nacieszyć się swym ukochanym, przed śmiercią.




-----------------------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------------

-------------------------------------------------

Hej, hej, hej!

Wiem, że nie było mnie z miesiąc i pewnie nieźle się naczekaliście(jeśli ktoś w ogóle czekał, na tego psychopatę jakim jestem).

Przybywam więc z nowym one-shotem, napisanym przez godzinę, który ma pewnie w chuj dużo błędów, ale cóż...

Jeśli chodzi o tamten blok o Elektrze, to na razie go zawieszam, ale jeszcze pewnie powrócę.

Mam zamiar założyć nowego bloga, który będę ciągnąć aż do samiuteńkiego końca.

Nie będzie on jednak fantastyczny...No może trochę i czasami, ale bardziej jednak science-fiction.

Będą w nim niektóre postaci z książki ,,Felix, Net i Nika''. Czyli wszyscy z tych ważniejszych. Dodam tylko główną bohaterkę i wiele innych osób, zmienię też niektóre rzeczy.

Więc jeśli ktoś czytał tą (najukochańszą moją serie) spotka się z kilkoma rzeczami w niej występującymi.

Jednak z książki ściągnę głownie bohaterów i nic więcej.

Tak więc gdy założę już to podam wam stronę.

Wracając do Percico i innych...Nie wiem czy rozdział na razie będzie, czy nie, ale raczej musicie na niego trochę poczekać. Pojawią się jednak z dwa, może trzy one shoty. Mam jeden napisany +18, dupy jednak nie urywa, bo choć sama czytam ostatnio tylko to, to same pisać ich nie potrafię.

Pytanie więc, czy będzie ktoś czytał zboczony one shot? A nowy blog?

I czy ktoś czyta moje wypociny?

Przepraszam raz jeszcze i pozdrawiam.



Lady Darkness

sobota, 14 lutego 2015

One Shot- Naucz mnie kochać.

No więc tak, postanowiłam napisać one shota z okazji walentynek. Jako, że będzie on na ten wspaniały i piękny (czytajcie bezmyślny i obrzydliwy) dzień, zawierać on będzie duużą dawkę miłości (jak na mnie). Miłego czytania!
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Nico's POW
Ono musi być  ostre.
Tak, bardzo, bardzo ostre.
 Na tyle ostre, by przeciąć skórę i na tyle ostre, by przeciąć ją tak szybko, zanim zmienię zdanie.        Ale ja go nie zmienię. Wiem to. Jestem już zdecydowany co do mojego czynu.                              Mam już tego po dziurki w nosie. Już nie wytrzymam dłużej patrzenia na nich...Na niego...Co prawda nie widziałem ich razem już od ponad roku, gdyż od tamtej pory przebywałem w obozie Jupiter. Powróciłem wczoraj, gdyż stęskniłem się trochę za Leo. Zaprzyjaźniłem się z nim. Ale ostatnio on nie ma na mnie czasu...Trudno. I choć rok minął, odkąd widziałem tą...tą wiedźmę i tego niedorozwiniętego wyrostka na żywo, to codziennie widzę ich we śnie...Noc w noc.
 Wiecie jakie to trudne? Musieć patrzeć jak jakaś obca osoba zajmuje wasze miejsce u boku człowieka którego kochacie od zawsze?

Dla ciebie nigdy nie było tam miejsca...To nie jest twoje miejsce.-powiedział głos w mojej głowie.

Westchnąłem.

W każdym bądź razie, wielka miłość i pożądanie, wywołało również nienawiść i gniew...Znienawidziłem Percy'ego. Kocham go tak bardzo, aż go nienawidzę. Dlatego właśnie ostrze ten sztylet. Sztylet, który został wykuty i podarowany mnie przez Percy'ego. Zabiję go tym, co sam stworzył....Zabiję go tym, w co włożył tyle pracy i wysiłku. Tak jak on zabił uczucie, które sam stworzył. Choć niewiedząc, to on je wzniósł. Gdyby go nie było, to bym się w nim nie zakochał, a gdybym się nie zakochał, to bym nie cierpiał.

Spojrzałem na błyszczące ostrze, na którym został zrobiony napis: Twój na zawsze przyjaciel.. Sprawdziłem jego ostrość na własnym ręku. Lekko przejechałem nim po skórze, rozkoszując się milutkim bólem. Ból fizyczny zawsze odganiał ból psychiczny...No cóż, prawie zawsze.

Uśmiechnąłem się widząc wąski strumień czerwieni spływającej po mej dłoni.

Już czas-powiedział mi głos.

-Już czas.-powtórzyłem i ruszyłem do domku Posejdona. Moje ruchy były jak w transie...Nawet niewiedząc kiedy znalazłem się przed niebieskimi drzwiami.

Dotknąłem klamki. Ruszyła bez oporu a drzwi otworzyły się z cichym jękiem. Gdy przekroczyłem próg, zmorzył mnie strach...To ja miałem go zabić...Po raz kolejny zniweczył mój plan...

Pod ścianą na podłodze siedział Percy a po jego ręce płynęła krew. W jednej chwili mnie dostrzegł. Na jego obliczu pojawił się ledwo dostrzegalny uśmieszek.

Cała złość ze mnie odpłynęła, pozostał tylko smutek i strach.

-Miałem już dość, Nico.-powiedział drżącym głosem. Zrobiło mi się go żal...Chciałem go pocieszyć, przytulić.-Annabeth zemną zerwała.-kiedy wymówił te słowa, wstrząsnęła mną złość...A więc to przez nią jest w takim stanie...Kiedy miałem doń podejść i zrealizować to po co tu przyszedłem, powiedział-Od roku się tnę, od roku rozumiem swe uczucie i swój błąd...Annabeth zerwała ze mną dwa miesiące temu.-otworzyłem szerzej oczy. Czyli zerwała z nim niedawno a on tnie się od roku.-Zerwała ze mną bo się nam nie układało...-Spojrzał na zdjęcie, które przedstawiało jego i blondwłosą.-Nigdy jej nie kochałem. Za to darzyłem uczuciem kogoś od pierwszego spotkania, jednak dowiedziałem się rok temu, że tym uczucie jest...Jest miłość.-spojrzał na mnie a w jego oczach zebrały się łzy. Moje jednak pozostały bez uczuć.- Jednak on mnie nie kocha...Nienawidzi mnie, gdyż złamałem kiedyś złożoną mu obietnice...Przezemnie nie żyje osoba, którą on kochał...-wstrzymałem oddech...Chwila, czy on powiedział, osoba, którą on kochał? I złamana obietnica?...Nie, to niemożliwe.- Teraz prawdopodobnie przyszedł mnie tu zabić w pomście za swoją siostrę.-teraz byłem już pewny, że mówił o mnie...Stałem jak słup, niewiedząc jak się zachować.-Ale wiesz co? Cieszę się, że zginę z jego ręki, Nico...I tak już nie mam po co żyć.-powiedział po czym wstał i ostatkiem sił się do mnie zbliżył.

Spojrzał mi w oczy..

-Dalej Nico, przecież w końcu po to tu jesteś, prawda?-spytał i spojrzał w moje oczy.

-P-p-percy, j-j-ja nie chciałem cię zabić za Biankę.-wydusiłem-Zrozumiałem, że to nie twoja wina już rok po jej śmierci...J-ja.

-Więc za co chciałeś mnie zabić, Nico? Dowiedziałeś się jakoś i postanowiłeś mnie zniszczyć po to, żeby nie musieć mnie oglądać? Brzydzisz się mną...Wiem to. Ale Nico, ja...-nie dokończył, tylko padł i już nie wstał.....

 

 

 

 

 

Hahaha, żartuję, żartuję XD

Na początku chciałam tak napisać, ale się zlituję :D

 

 

 

Nie dokończył, tylko padł, pozbawiony krwi. Nie mogę go stracić, nie teraz. Nie w tej chwili, kiedy przyznał mi się do czegoś, co zmieni moje życie. Chciałem go zabić, teraz wiem, że potrzebowałem jego śmierci, by móc uśmiercić siebie... Nie znoszę tego świata, tylko on, z Annabeth czy też nie, tylko on trzyma mnie na tym świecie. Więc gdybym mu pozwolił teraz umrzeć, mógłbym w końcu obudzić się z tego koszmaru, powszechnie zwanego życiem. Ale nie zrobię tego. Kocham go bardziej od siebie.

Pobiegłem szybko do domku Apolla, by poprosić o pomoc niejakiego Willa. Chłopak słysząc to, zawołał kilku braci i pobiegli razem po Percy'ego. Ruszyłem za nimi. Przenieśli go szybko do kliniki i zamknęli za sobą drzwi. Przylgnąłem do ściany i osunołem się na ziemie. Pozostało mi tylko czekać...


 

Dziesięć dni później...
 

Poczułem lekkie szturchanie w ramię. Ocknąłem się z półsnu i spojrzałem na rękę, która przez ostatnie dziesięć dni, była nieruchoma i nieżywa.

Spojrzałem w morskie oczy. Obudził się. Percy się obudził!

-Witaj Nico.-powiedział zachrypniętym głosem. Podałem mu szklankę wody. Wypił połowę i spojrzał na mnie świdrującym spojrzeniem.-Dlaczego tu siedzisz? Dlaczego nie pozwoliłeś mi umrzeć? Pozwoliłeś mi żyć, by potem mnie własnoręcznie zabić?-nie mogłem słuchać jak mówi takie rzeczy...

-Percy, ja...

- Więc powiedz mi Nico, czemu chciałeś mnie wtedy zabić?-chwycił mnie za rękę, ja jednak szybko odsunąłem swoją...Nie patrzyłem mu w oczy, więc podniósł moją brodę, zmuszając tym samym do spojrzenia na niego.

Wziąłem głęboki wdech.

-Percy...Ja przez ostatni rok, myślałem tylko o jednym....O tym by cię zabić...Wyjechałem do obozu Jupiter, by nie musieć patrzeć na szczęście twoje i Annabeth...Ty jednak jesteś strasznie, ale to strasznie uparty i odwiedzałeś mnie w moich snach...-wziąłem jeszcze jeden wdech.-Z nią.-mówiłem patrząc niewidzącym wzrokiem w twarz syna Posejdona.-Tego dnia kiedy do ciebie przyszedłem, czułem się jakbym umarł, jakbym już nie istniał. -spojrzałem na niego, lecz zaraz zamknąłem oczy.-Myślałem, że chce cię zabić, ponieważ cię nienawidzę...Myliłem się. Kiedy zobaczyłem cię umierającego, zrozumiałem, że chciałem cię zabić, by móc skończyć w końcu ze sobą...Nienawidzę życia i ludzi, za to co mi zrobili i za to czego nie zrobili, ale najbardziej nienawidzę siebie i tego co do ciebie czuję...Tylko ty trzymałeś mnie przy życiu...Kiedy stanąłem przed wyborem twoja śmierć lub moje szczęście, poświęciłem siebie...Wiesz czemu?-spytałem z wciąż zamkniętymi oczami.-Ponieważ kocham cię bardziej niż siebie...Od zawsze, Percy...I nie jak brata.-powiedziałem a po moich policzkach popłynęły tak długo skrywane łzy.

Nagle poczułem ciepłe usta na moich zimnych, i dreszcz przechodzący przez dwa złączone ciała. Otworzyłem oczy i zobaczyłem najpiękniejsze oczy utkwione w moich.

-Nauczę cię spostrzegać świat w cieplejszych barwach, nauczę cię przyjmować i poznawać ciepło, które dają ci ludzie...Nauczę cię tego wszystkiego, ale pod jednym warunkiem...-złapał mnie za twarz i przybliżył do swojej tak, że czułem jego ciepły oddech na swoich policzkach.-Ty nauczysz mnie kochać.-powiedział po czym złączył nasze usta.


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
I oto walentynkowy one shot!!!

I jak? Chciałam napisać coś +18 (ostatnio tylko takie czytam), ale napisałem takie :)

Podoba się? Wiem, ze dużo błędów, ale nie sprawdzałam.

Mam nadzieję, że wam walentynki minęły lepiej niż moje :)